» » Jakim sąsiadem jest Ukraina?

Про мене

Публіцист і письменник, полеміст і фейлетоніст, дотепник і мізантроп.
А також – полонофіл, юдофіл, германофіл, панхорватист.
Галицький націоналіст
зі схильністю до українофобії.
Деталей вам краще не знати.

16:10, 30/10/17. Тексти / PL

Jakim sąsiadem jest Ukraina?

Po pierwsze, gdy mówimy o sąsiedztwie, to należy zadać sobie pytanie – jakim sąsiadem było państwo Ukraina dla Unii Europejskiej i dla Polski na przestrzeni 25 lat istnienia? Powiedzmy sobie szczerze – był to sąsiad irytujący, ale nieszkodliwy. Sąsiad, który nie wiedział, czy chce na Zachód, czy na Wschód, który nie wiedział, czy chce demokracji, czy jej nie chce. I wszystko było dobrze i mogłoby trwać jeszcze bardzo długo, lecz raptem to państwo, a raczej wydarzenia w tym państwie, stały się problemem całej Unii Europejskiej i jeszcze szerzej całej Europy. Dlaczego? Teoretycznie winna jest putinowska Rosja. Ja bym się z tym jednak nie zgodził. Sukces putinowskiej Rosji na Ukrainie na przestrzeni ostatnich dwóch lat był po pierwsze skutkiem nieudolnego rządzenia państwem przez wszystkie elity czasów niepodległości, poczynając od Krawczuka przez Kuczmę, Juszczenkę, a na Janukowyczu kończąc. Po drugie, jak można obecnie mówić o sąsiedztwie Unii i Ukrainy, gdy Ukraina sama nie może być dobrym sąsiadem? Na przestrzeni 25 lat nie była dobrym sąsiadem ani dla Unii Europejskiej, ani dla Rosji. Po trzecie, jak można uregulować sprawę sąsiedztwa zewnętrznego, jeśli mamy wielki problem z sąsiadami z Doniecka, z części nieznajdującej się pod kontrolą Kijowa, jak i tą, nad którą panujemy. Już nie mówię o Krymie. To są kwestie, które przez 25 lat nie zostały rozwiązane. Ukraińscy intelektualiści zawsze mówili, że te regiony Ukrainy, które znalazły się w ramach jednego państwa, przedtem będąc przez stulecia częściami innych, często wrogich wobec siebie imperiów, nie mogą być tak po prostu mechanicznie złączone. Musi się odbyć narodowa dyskusja o tym, na jakich zasadach ludzie z Doniecka i ze Lwowa mogą mieszkać w jednym państwie. Tej dyskusji nie było i to częściowo doprowadziło do tych wydarzeń, które obserwujemy. Co gorsza, tej dyskusji nadal nie ma na Ukrainie.
Takim sąsiadem była Ukraina, a jakim sąsiadem może być? Ja jako dziennikarz z 20-letnim stażem jestem zaszokowany tym, że na Ukrainie postmajdanowej po raz pierwszy dziennikarze siedzą w więzieniach. Nie za wrogie działanie wobec państwa, a za wygłaszanie opinii, które państwo ukraińskie uznało za wrogie! Tego nie było za Janukowycza, Kuczmy ani Juszczenki. Druga rzecz, która mnie przeraża, to organizacje paramilitarne, które stały się nagle organizacjami mili - tarnymi. Mam na myśli bataliony ochotnicze. To są po zęby uzbrojone grupy, ich członków znam jako ludzi o poglądach nacjonalistycznych, neonazistowskich, a często wręcz rasistowskich. Według różnych danych na Ukrainie w posiadaniu ludzi jest około 4 mln sztuk broni. Jeszcze jedna bardzo ważna kwestia – jeśli spojrzymy na współczesną scenę polityczną Ukrainy, dostrzeżemy, że nie ma na niej lewicy. Nie ma partii komunistycznej, nie ma partii socjalistycznej, lewicowe młodzieżówki zostały rozbite przez prawicowe bojówki… Czy to jest państwo? Jeżeli ktoś w najbliższym czasie dojdzie do władzy w wyniku wydarzeń, nie daj Boże, radykalnych, to będą to siły prawicowe. Nie tylko prawicowe w sensie politycznym, ale też nacjonalistycznym. Czy takie państwo rzeczywiście może być dobrym sąsiadem dla Unii Europejskiej? Ja wiem, że przesadzam. Taki jest zawód dziennikarza. Jednak ja obserwuję to z przerażeniem.
W moich publikacjach można znaleźć niemało treści o charakterze rusofobicznym. Ja nie jestem przedstawicielem lewicy. Mnie niepokoi jedynie to, że niema równowagi na scenie politycznej na Ukrainie, co z mojego punktu widzenia jest bardzo niebezpieczne. Wszystkie wygłaszane przeze mnie kontrowersyjne tezy miały dwa zadania. Pierwsze zadanie, to abyśmy wszyscy zrozumieli, że Ukraina dopóty nie będzie w stanie zorganizować rzetelnego i efektywnego dialogu z Rosją, dopóki nie nawiąże wewnątrznarodowego, wewnątrzpaństwowego dialogu z różnymi grupami z różnych regionów Ukrainy. A to jest niemożliwe bez decentralizacji, delegowania znacznych części pełnomocnictw ze stolicy do regionów. Teraz każda taka inicjatywa jest postrzegana jako zdrada i piętnowana jako separatyzm. W związku z tym nie ma możliwości nawet rozmowy na ten temat. Drugi powód, dla którego ja to wszystko mówiłem, jest taki, że chciałbym, aby budowanie polityki dobrosąsiedztwa między Unią Europejską i Ukrainą nie było traktowane mechanicznie i instrumentalnie, tylko jako wsparcie legalnych władz na Ukrainie. Jeżeli Unia będzie wspierała legalne władze na Ukrainie, to trzeba sobie zadać pytanie, kto sprawuje legalną władzę na Ukrainie? To są klany oligarchiczne. Jeżeli zaś klany oligarchiczne, to dbają wyłącznie o swój interes, będą wykorzystywać ruchy prawicowe i bojówki radykalne do zdławienia ostatków demokracji. Nawet jeżeli rozmowa toczy się o takich prostych rzeczach jak wolność słowa, prawo do decydowania o lokalnych sprawach przez samorządy. Nawet tego już nie wolno, bo to jest od razu piętnowane przez media centralne jako przejaw separatyzmu. Od razu na tego typu konferencji pojawiają się ludzie w kominiarkach i kamuflażu, którzy mówią: Nie, to zdrada, won! Żadnej dyskusji! Takich przykładów jest mnóstwo. Chciałem jedynie zwrócić uwagę na to, że żadnego państwa nie należy traktować jak niepełnosprawnego dziecka i pomagać mu jak dziecku. Trzeba z nim rozmawiać jak z osobą dorosłą. Pomagać tam, gdzie ta pomoc coś daje, lecz nie pomagać tam, gdzie jest to szkodliwe.
Bardzo chętnie byłbym patriotą niekrytycznym. To jest miłe, bezpieczne, wszyscy tak myślą, ale pod takim warunkiem, żeby Ukraina mogła militarnie pokonać Rosję. Czy może? Nie! Jeżeli mówimy o bokserach i szachistach, to kto ma być tym bokserem po stronie ukraińskiej – Unia Europejska? Chcecie się bić z Rosją? Amerykanie też się nie palą. A jeżeli nie ma tego drugiego boksera, to znaczy, że trzeba rozmawiać. A jak może nastąpić dialog, jeżeli strona ukraińska – która jest stroną słabszą wobec Rosji, bo jest państwem skorumpowanym, bez zjednoczonego narodu – zawsze zaczyna od oskarżeń pod adresem Putina i Rosjan, że oni na nas napadli? Nawet jeżeli jest to prawda, to trzeba zacząć od wymiany własnych grzechów. Za to, co się stało na Krymie i w Donbasie, odpowiedzialność spoczywa po równo na Moskwie i Kijowie. Aby prowadzić dialog, Kijów powinien uznać swoją winę. Gdyby dało się to rozwiązać sposobem siłowym, to ja bym nawet nie proponował dialogu, który będzie długi i upokarzający. Jednak w sytuacji, gdy nie możemy się bić, to musimy rozmawiać.

  • FaceBook коментарі